Bełchatowsko-łódzka formacja Thrudy, na swoim debiutanckim krążku potrafi zaciekawić nie tylko niebanalnym tytułem i pierwszorzędną okładką.
Grupa istnieje już od roku 2007 i za swój największy dotychczasowy sukces na pewno uznaje zdobycie nagrody publiczności na Jarocin Festiwal 2013. Trochę lat już minęło. Zespół dał sobie sporo czasu na komponowanie, ale wreszcie udało im się dopiąć wszystko na ostatni guzik i zebrać materiał na pierwszy studyjny longplay. Gdy słuchałem „Nieoczekiwane wzloty. Inscenizowane upadki” przypomniały mi się czasy końcówki liceum, gdy w rytm happysad, KSU i Pidżamy Porno, w znoszonych trampkach i niezbyt schludnych t-shirtach, wraz z grupką znajomych popijaliśmy tanie wino porzeczkowe (zwane bombą bądź torpedą z racji kształtu butelki) z domieszką jeszcze tańszej coli. Co prawda punkiem nigdy nie byłem, ale siarczanom raczej nie odmawiałem.
Thrudy to w głównej mierze właśnie taka wycieczka do punk rocka i rocka alternatywnego czasów post-myslovitzowskich. Połączenie wczesnego happysad i Akurat z Kometami, Pidżamy Porno z KSU. Czasami wpadają wątki reggae („Głębiej”, „Spacerując”), funk („Zobacz”), powieje też nową falą a innym razem zrobi się zupełnie jak w bieszczadzkich numerach spokojnego KSU wymieszanego z poetami śpiewającymi z Cisza Jak Ta (ballady z gościnnymi skrzypcami: „Czerwona Szpilka”, „Odzwyczaj”).
Czytaj całość na magazyngitarzysta.pl
