Są płyty stworzone po to, by się podobać wielbicielom konkretnych gatunków – wpisują się idealnie w gusta każdego słuchacza; nie ryzykują, czerpiąc garściami z klasyki. Czy to źle? Nie do końca, ale zastanówmy się nad jedną rzeczą: gdybyśmy nie wychodzili poza gatunkowe schematy, w którym miejscu byłaby dzisiaj muzyka?
Taką refleksją na dzień dobry przywitał mnie najnowszy krążek bełchatowsko-łódzkiej formacji Thrudy, Nieoczekiwane wzloty, Inscenizowane upadki. Dlaczego? Po przesłuchaniu tej płyty pierwsze słowa, jakie przyszły mi na myśl to poprawna i przyjemna. Niby to nic złego, ale czy taki powinien być punkrock, a nawet rock alternatywny?
Czytaj całość na zazyjkultury.pl
