Thrudy to zespół, który działa od kilkunastu lat. W swoim dorobku ma wydaną płytę. Zdobył też nagrodę publiczności w Jarocinie. Niezliczone koncerty, wywiady, recenzje i relacje. Jak po tym wszystkim żyje się Thrudom? Czy nadal mają w sobie równie tyle zapału, co na samym początku? Z Piotrem Gorzelem Gorzelakiem, wokalistą zespołu Thrudy rozmawia Tomasz Kałużyński, menadżer zespołu.
Tomasz Kałużyński: Jak się mają Thrudy?
Piotr Gorzel Gorzelak: Oj, są już bardzo stęsknieni. Siebie, grania, tworzenia i nawet sprzeczania się ze sobą. Przez całe funkcjonowanie zespołu chyba nie było takiej przerwy w spotykaniu się. Nie z naszego wyboru. Mówię o spotykaniu fizycznym, bo w kontakcie telefonicznym, czy multimedialnym byliśmy dość często. Wracamy. Już w tym tygodniu pierwsze spotkanie w naszej sali prób, z naszymi dźwiękami.
TK: Trudny okres dla Thrudów? Pandemia, brak koncertów…. to przestój w pracy zespołu?
Piotr Gorzel Gorzelak: Tak, to dla zespołu słaby czas. Uciekło kilka grań, nie odbędą się festiwale, imprezy plenerowe, dni miast itd. Nie graliśmy prób, a i na tworzenie czegoś oddzielnie, nie było wystarczającej weny. Nadrobiliśmy za to zaległości domowe, rodzinne.
TK: Czytając recenzje płyty da się zauważyć, że mocną stroną Waszej muzyki są teksty. Myślisz, że to dlatego tak „wpadacie w ucho”?
Piotr Gorzel Gorzelak: W ucho wpadają jednak bardziej dźwięki, niż słowo. Myślę, że jedno z drugim musi się łączyć. A czy teksty są naszą mocną stroną, to nie mnie oceniać, choć to bardzo miłe, kiedy tak mówisz.
TK: Podobno jedyną stałą rzeczą w życiu są zmiany. Co zmienia się w Thrudach? Istniejecie już 13 lat.
Piotr Gorzel Gorzelak: No właśnie trudno teraz mówić o zmianach zespołowych, gdzie wszystko stanęło. Nauczyliśmy się może bardziej korzystać z internetów i współczesnych dobrodziejstw. Dorobiliśmy się zmiany menadżera, oficjalnej strony internetowej i to jest sukces. Zrobiliśmy zdalnie numer „Oświadczam”, który spotkał się z ciepłym przyjęciem. Oczywiście historycznie, na przestrzeni lat, na pewno zmieniło się brzmienie. Kumpelsko znamy się jak łyse konie.
TK: Pidżama Porno, Strachy na Lachy, to zespoły, które jako pierwsze przychodzą na myśl, kiedy mówi się o Thrudach. To dobrze? Innymi słowy, czy odpowiada Wam takie porównanie?
Piotr Gorzel Gorzelak: Mi osobiście bardzo. Od zawsze Grabaż i jego zespoły są dla mnie bardzo ważne. Z drugiej strony może mierzić porównywanie i szufladkowanie. Każdy twórca chciałby być oryginalny i wyjątkowy, ale nie da się uciec od korzeni, czy wzorców, które nas kształtowały muzycznie.
TK: Od wydania pierwszego albumu Nieoczekiwane wzloty/Inscenizowane upadki minęło już sporo czasu. Jak oceniasz to wydanie z perspektywy czasu?
Piotr Gorzel Gorzelak: Nadal jestem mega dumny z niej. Oczywiście zebrane doświadczenia od jej wydania, z graniem, czy z nagrywaniem, powodują, że słuchając jej, dochodzimy do różnych wniosków, że coś mogło być lepiej, coś mogłoby być zagrane inaczej, inaczej zaśpiewane. Ale jest pierwsza. Może nieidealna, ale nasza i jeszcze raz podkreślę – jesteśmy bardzo z niej dumni. Ona zostanie.
TK: Był Jarocin i nagroda publiczności, była płyta… co dalej?
Piotr Gorzel Gorzelak: Dalej będziemy robić swoje. Tworzyć nowe piosenki. Chcemy nagrać nową płytę, bo materiału nie brakuje. Trochę musimy się nauczyć tej sytuacji. Grania online. Są pierwsze rozmowy jeśli chodzi o tego rodzaju koncerty.
TK: Gorzel za 10 lat jaki będzie? W Thrudach?
Piotr Gorzel Gorzelak: Sam powiedziałeś, że jedyną stałą rzeczą są zmiany? Nie wyglądam tak daleko w przyszłość. Oczywiście bardzo bym bym chciał, żeby tak było, bo Thrudy to spora część mnie. No i to będzie oznaczać, że mamy na swoim koncie minimum 2 płyty i gramy dalej.
TK: Powrotu do koncertów, nowego materiału, na który czeka już przecież sporo fanów i głośnego grania. Dziękuję za rozmowę.
Piotr Gorzel Gorzelak: Dziękuję i ja.

